Poród Bielsko - Jak szpital Wojewódzki złamał moje prawa!!!
| maj 26th, 2008 | |
|
Witam Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami związanymi z porodem sad.gif Od razu piszę że mój post będzie długi i ( tylko) Zainteresowanych proszę aby przeczytali w całości. Zerkając na różne fora można zobaczyć rozgorzałą, zaciętą dyskusję przebiegającą w bardziej emocjonalny ton, dotyczącą mojej postawy. Kobiety wolą uchodzic za matki-polki. A skoro już one tak postępują to inne też wg nich muszą. Właśnie dlatego nie mam ochoty pisać już czegokolwiek na forum bo ani nie mam czasu na takie dyskusje, ani ochoty słuchać po jakimś czasie argumentów ad personam. Wydaje mi się, że łatwiej przetłumaczyć facetom, że jest różnica między fanaberią a godnym i intymnym przebiegiem porodu. Wiem że mam ciężką drogę, ale ja wcale nie będę się poddawać! I wydaje mi się że słusznie robię nagłaśniając tą sprawę. Fundacja Rodzić po Ludzku bardzo dużo zmieniła, ale to trzeba kontynuować... walczyć jakoś... nawet w taki sposób jak ja. Kobiety potraktowane w podobny sposób, niestety nie chcą zamieszczać swoich dramatycznych przeżyć związanych z porodem, bo albo się wstydzą albo w ogóle nie wiedzą że złamano Ich Prawa. Bo zamiast się uświadamiać, edukować to tylko takie sranie w banie za przeproszeniem często jest widoczne. W związku z moim porodem który odbył się w listopadzie 2007r. na oddziale ginekologiczno położniczym w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku Białej, Al. Armii Krajowej 101 informuję,iż w czasie porodu i pobytu w szpitalu zostało naruszone w stosunku do mnie przez lekarzy i położne Prawa. Opiszę zdarzenie oraz konsekwencje powstałe w jego wyniku: Synka urodziłam w listopadzie 2007 r w SZPITALU WOJEWÓDZKIM W BIELSKU. Niestety, mój poród był bardzo ciężki i żle go wspominam, nie dlatego że tak strasznie bolało, lecz dlatego że złamano moje prawa. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć dlaczego było obecnych tak wiele osób ( 2 położne, starsza i młodsza, niestety nazwisk nie pamiętam, lekarz zakłócający mój poród jak również jakaś pani ubrana " po cywilnemu " czyli nie miała zmiennego ubrania, nazwiska nie znam, wydawała się tam rządzącą) nie wiedziałam kto z personelu jest za mnie odpowiedzialny, raz starsza raz młodsza położna przychodziła mnie badać, czułam się zdezorientowana i opuszczona. Nie informowano mnie o przebiegu porodu, jak również podczas badania USG. Powiedziano tylko tyle że Dzidziuś waży 2800. Pytam jak jest ustawiony? Odpowiedziano - "dobrze" To nie była dla mnie wystarczająca informacja.Na sali porodowej w ogóle nie informowano mnie o jego przebiegu. Młodsza położna ( najprawdopodobniej chyba stażystka ) śmiała się i patrzała jak jęczę z bólu... czułam sie okropnie, zawstydzona. Sądziła że jestem w szoku i myślała że nic nie widzę. W pierwszym okresie porodu nie wiedziałam co się ze mną dzieje i z dzieckiem. Wiedziałam że łamią moje prawa ale ból był tak okropny że nic nie mogłam mówić. Sparaliżowało mi mowę. Miałam wrażenia że to czego się nauczyłam wyleciało wszystko z głowy. Dlaczego właśnie wtedy przeprowadzano ze mną wywiad i dawano coś do podpisania? Mówiłam starszej położnej że aby coś podpisać to pierwsze muszę to przeczytać. Jednak mnie do tego zmusiła a ja żeby mieć już święty spokój podpisałam to. Piszę "to " bo do dzisiejszego dnia nie wiem co podpisywałam, sądzę jednak że była to moja "zgoda" na interwencje medyczne. Pani doktor miała pretensję że nie odpowiadam jej szybko na te pytania tylko krzyczę, była wściekła a ja myślałam tylko o Dziecku i o tym potwornym bólu. Dlaczego nie mogłam rodzić w spokoju, skupić sie na porodzie, wyciszyć się? Byłam bezradna, a otaczająca mnie rzeczywistość bezlitosna. W czasie pierwszego okresu porodu o własnych siłach z Mężem próbowaliśmy pozycje kuczne, kolankowe, ciągle się ruszałam. Komentowano moje zachowania. Śmiano się ze mnie. Tylko dlatego że tak głośno krzyczałam z bólów i gdy przyjmowałam pozycje na kucąco. Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa ze strony położnych, były nieżyczliwe, aroganckie, nie zaznałam współczucia, nikt nie pomógł Mężowi aby mnie podtrzymywać w czasie zmian pozycji. Pytam starszej położnej czy mogę wejść do wanny złagodzić ból, odpowiedziała - " Jak już nalejemy to już będzie zimna". Zaintonowałam tej starszej położnej że w czasie drugiego okresu ( jak już wyrzyna się główka) chcę rodzić w kucki, nie na stole porodowym, bo mam takie prawo, bo tylko moje ciało wiedziało że podczas kucania najmniej boli, bo wiedziałam że tak najlepiej ochronić kroczę. Jeden z lekarzy odpowiedział : " W takich pozycjach to tylko kobiety w buszu rodzą... " Zamurowało mnie. Prosiłam, błagałam że tak mi najlepiej rodzić. Nie pozwolono. Moją decyzję uważali za nieodpowiedzialny wybryk. Unieruchomiono mnie w drugim okresie po przez KTG pomimo że się nie zgodziłam. Chodzi o to że chciałam miec to KTG ale PRZENOŚNE które szpital również dysponuje. Dlaczego złamano moje prawa? Dlaczego nie miałam możliwości swobodnego podejmowania decyzji? Przecież każdy ma prawo do decydowania o własnym losie... Po porodzie znów złamano prawa. W czasie zszywania mnie, ( fizjologiczne pęknięcie ) jedna z salowych ( sprzątaczka ) siedziała na krześle, ( tam gdzie dziecko badają po urodzeniu, ja natomiast leżałam jeszcze na łóżku porodowym ) patrzała jak mnie dr zszywa i śmiała się ze mnie, bo drzwi między tymi dwoma wejściami były otwarte!!! Zszywanie również bolało i tu również wydawałam swoje dżwięki ( jednak one były już dużo cichsze ) widziałam jak ta sprzątaczka głupio się uśmiechała do położnej w końcu spostrzegła że ja to wszystko widzę i już przestała się śmiać. W ogóle co ta sprzątaczka tam robiła?? jak można było pozwolić sprzątaczce oglądać kobietę która właśnie urodziła i którą zszywano na łóżku porodowym z gołą pupą i nogami wystawionymi do góry???? Całkowicie odarto mnie z prywatności! Dlaczego pani dr na to pozwoliła? Ja ciągle wiedziałam że łamane są moje prawa ale naprawdę nic nie mogłam mówić, jak już wcześniej pisałam sparaliżowało mi mowę i myślałam już tylko o moim Synku. Pani ( ta ubrana po cywilnemu ) podniosłym głosem mówiła do mnie : " za co się pani uważa? skąd pani wie o pozycjach kucznych? chodziła pani do szkoły rodzenia? to my za panią odpowiadamy... " W czasie obchodu jeden z lekarzy do mnie przy wszystkich : " Ta to rodziła jak błyskawica" Po porodzie zasypiając wieczorem, rano pielęgniarka obudziła mnie w taki sposób : podeszła do mojego łóżka, podniosła moja kołdrę w górę, nic nie mówiąc, nie pytając się czy może to zrobić i tylko powiedziała tyle " wstajemy, myjemy dupki" poczułam się upokorzona. Jak można tak postąpić i w taki sposób budzić pacjentkę ? I mam nadzieję że pani doktor i pan doktor również przypominacie sobie te słowa co do mnie mówiliście, bo wiem że prędzej czy póżniej przeczytacie mojego posta. Proszę zwrócić uwagę : Decyzja pacjenta może być - w ocenie lekarza - niesłuszna, niemniej zasada poszanowania jego woli, wpisana także w deontologię zawodu lekarza ( np. art.15 i 16 Kodeksu etyki lekarskiej ), nakazuje ją USZANOWAĆ!! i to się tyczy wszystkiego, nacięcia krocza, przebicia pęcherza, podanie oksytocyny, czy NAWET możliwość wpływu kobiety na pozycję w jakiej wypiera ona dziecko! Dodam, że nawet Sąd Najwyższy w uzasadnieniu swojego orzeczenia wskazał, że " zasada poszanowania autonomii pacjenta nakazuje respektowanie JEGO WOLI, niezależnie od motywów. 2 Miesiące przed porodem odwiedziłam TEN szpital celem zebrania wywiadu i dowiedzenia się wszystkiego. Zresztą szpital na swojej internetowej stronie ładnie się raklamuje : Blok porodowy * ciągły monitoring kardiotokograficzny z analizą komputerową zapisu, Nie wszystko okazało się prawdą! Załuję że nie wybrałam prywatnej kliniki ESKULAP również w Bielsku bo tam jest się klientem a nie pacjentem, traktuje się rodzącą godnie z szacunkiem a nie jak psa. Zawsze chciałam mieć 3, 4 dzieci... ale ten szpital odebrał mi chęć do rozpoczynania na nowo... Jestem studentką na 4 roku. Skończę "swoje" i idę na położnictwo. Dlaczego? bo chcę aby każda rodząca rodziła po LUDZKU i tego dopilnuję!! Nigdy nie pozwolę aby ktoś potraktował rodzącą tak jak mnie!! Będę starać się być najlepszą!!! Nigdy nie będę łamać praw pacjentki i nie pozwolę aby ktoś inny je łamał... nawet jeżeli podkopywaliby pode mną dołki!!! Nie podniosę głosu na rodzącą, będę traktować ja z szacunkiem, współczuć, pomagać jak najlepiej.... a jeżeli zdarzy się pacjentka bardzo agresywna i przypuśćmy na to... kopnie mnie czy coś w tym stylu... nadstawię jej drugi pośladek aby na mnie się wyżyła. Będę życzliwa, miło ustosunkowana. Moje nazwisko będzie znane na całe Bielsko i okolice, aż w końcu doczekam się i będę przyjmować porody w domu. Wszystko w Waszych rękach, przyszłych Mamach. Jeżeli to Wy nie będziecie się domagać swoich praw to polska porodówka nigdy się nie zmieni! Gdy kobieta staje się zależna od procedur medycznych i decyzji innych osób, traci zaufanie do włąsnej siły i intuicji. Czuje się jak przedmiot pozbawiony możliwości decydowania o sobie. Przychodząc przez procedurę przyjęcia do szpitala, łatwo jest poddać się roli POSŁUSZNEJ PACJENTKI i nie pytać o to, co się z tobą dzieje... Zostałyśmy wychowane wśród opowieści o tym że to rodząca jest BIERNA cierpiąca, musi znieśc wiele przykrości i bólu i że to PERSONEL DECYDUJE o tym jak poród powinien przebiegać - MASAKRAAAA!!!! Złożyłam skargę na lekarzy i położnych do Biura Praw Pacjenta w Warszawie, oni, skierowali pismo do dyrektora szpitala w którym rodziłam, jednak odpowiedzi się nie doczekałam. Do Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, do Rzecznika Praw Pacjenta - tu kierowano mnie do Okręgowej Izby Lekarskiej. Również Fundacja Rodzić po Ludzku jest poinformowana. Ja do dzisiejszego dnia żle się czuję, co wieczór leją się łzy, mam wielki żal że nie mogłam sama sobie pomóc. Jestem coraz bardziej nerwowa a to odbija się żle na moim Synku i nie wiem kiedy ta trauma się skończy. Dziękuję. Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać | |
| . |

Witam Cie Droga Studento, przeczytałam Twoją wstrząsającą historię jednym tchem. Co prawda jeszcze nie mam dziecka, i narazie go nie planuję ale temat ciąży i porodu nie jest mi tematem obcym, wiadomo lepeij wiedzieć cos na ten temat, wypytac się kobiet "po", nic wogóle się nie interesowac tym tematem. Przede wszystkim muszę Ci pogratulowac odwagi, w końcu ktoś chce walczyć z bezprawiem jakie panuje w naszej słuzbie zdrowia. Denerwują mnie osoby, które nie widzą problemu, albo go nie chcą widziec, sądząc, że i tak nic nie zmienią, jesli tak każdy będzie podchodził do sprawy, to w końcu łamanie praw stanie się porządkiem dziennym !!! Najgorsza jest sytuacja w której się teraz z najdujesz, pomijajać zachowanie fundacji, mam wrażenie, że Twoja sprawa to piłeczka ping-pongowa, jesteś odsylana z miejsca w miejsce, żeby tylko sprawa wygałsa, w wyniku braky Twoich sił do walki, nie poddawaj się. Myslałaś, żeby sprawę nagłośnic np w TVN-ie, gdy zrobi się głośno, bedzie ona musiała byc zbadana i pzresledzona, być może trafi do wyższej instancji, jesli nasi ludzie nic nie zdziałają, co w Twojej sprawie robi fundacja ? kieruje Cię gdzieś ? czy skończyło się na formularzach informacyjnych ? co chcesz dalej zrobić ?
Mieszkam w niedużym mieście, ostanio w moim spzitalu (który jest dla mnie rzeźnią) doszło do sytuacji, w której dziewczynie odmówiono wykonania cięcia cesarskiego, mimo, iż miała ona takie wskazania...dziewczyna zmarła !!! czy to nie jest łamanie praw ? dzisiaj sprawa ta zostala skierowana do sądu, śmię twierdzić, że takich przypadków bylo więcej, tyle, że nikt o tym nie mówił głośno. Brakuje mi słów. Poród to dla kobiety trudne chwile. Powinna w tym czasie mieć bardzo dobrą opieke, ludzi, którzy są zyczliwi i wspieraja ją...ale to tylko wyimaginowany obraz, który żyje w naszej świadomości, realia sa brutalne. Jedna dziewczyna , która znam, również była źle traktowana w czasie produ, gdy krzyczała i wila się z bólu, lekarze łacznie z połoznymi jak posągi obserwowali ją, jakby leżała i wypoczywała na karaibskichw yspach, gdy po porodzie i cięciu cesarskim miała leżec i wypoczywać, pielęgniarka ściągnęła ja z łózka, mimo, że nie mogła tego zrobic, żeby posżla się wykąpać...masakra !!! długo moznaby było się rozpisywac na ten temat ;/ aby rodzić po ludzku, musiąłybysmy otworzyć własną, prywatna klinikę i zatroszczyć się o kobiety, w tych trudnych dla nich chwilach !!!!
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaća jeszcze jedna sprawa, jesli Twoja historia zostanie nagłosniona, może okazac się, że kobiety, które przeszły pdoobne sytuacje również się odezwą, wtedy będziecie mogły liczyć na sprawiedliwość ;)
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćWitam! to, co przeczytałam bardzo mnie poruszyło!! jak w dzisiejszych czasach można tak postępować z człowiekiem??? to jest karygodne i niewybaczalne, tylko w naszym kraju są mozliwe takie chore sytuacje!! juz raz rodziłam i co prawda nie było cudownie, ale nie mam takich trumatycznych przeżyć, jak ty>> powiem tylko jedno, że wulgarne odnoszenie się do kobiet na połoznictwie jest już chyba standardem///pamiętam, jak urodziłam dziecko, to za kilka godzin przyszła pielęgniarka i do mnie mówi z taką ironią w głośnie---wstajemy myć się, bo za godzinę obchód, a tu smród, jak w oborze!!!----powiedzcie same, czy takie zachowanie personelu w szpitalu jest dopuszczalne???zgadzam się, że najlepiej to otworzyc własną klinikę, po to ,aby kobiety mogły rodzić po ludzku--takie jest ich prawo do tego!!! kompletnie nie rozumiem takiego zachowania lekarzy, zachowuja się tak, jabky debranie porodu było dla nich wielką karą!! ponadto każda rodząca kobieta ma prawo do takiego porodu, jaki sobie wybierze, to ona rodzi i wie, w jakich pozycjach ból jest najmniejszy;;;jak rodziłam, to też wybierałam takie pozycje, jakie były dla mnie nawjwygodnjesze, a położna też mi zwracała uwagę kilka razy, że wydziwaiam:)kilka razy podniosłam głos z nerwów, bo juz nie wytrzymałam/// to nie jest normalne, żeby w trakcie zszywania po porodzie była sprzataczka na bloku porodowym!!! nic innego nie pozostaje, jak tylko zaskarzyc taki szpital, co oni sobie wyobrażają, że kobieta jest robotem???
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćhistoria, która tu przeczytałam nadjae sie w sam raz na spory artykłu do gazety//takie sprawy koniecznie trzeba nagłaśniać, niech lekarze i położne przystopują, bo jak na razie to czuja sie wręcz bezkarni//zatem, wszystkie kobiety łączmy się, mamy prawo do godnego rodzenia//w końcu to Bóg nas stworzył do rodzenia dzieci, więc nie dajmy się zdłwaić przez ignorancję i nieuczciwe zagrania szpitlanego personelu///
nie mieści mi się to w głowie!! kilka razy czytałam ten post i jest on naprawdę bardzo wstrząsający!!jak tak można postępować?? normalna znieczulica, jak sie powszechnie mówi w takich sytuacjach///
tak właśnie wyglądaja nasze szpitalne realia, takich historii zaczyna się naglaśniać coraz więcej ;/ najgorsze jest to, że cięzko jest zwalczyć ludzką znieczulicę, mój poród na szczęście przebiegał normalnie a na personel akurat nie mogę narzekac ponieważ zaopiekował się mną w miarę swoich mozlwiości :)
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćOpanowałam kilkadziesiąt for internetowych. Na maila dostaję dziesiątki listów z wyrazami współczucia, zdarzają się również negatywne opinie w stylu - paris hilton, jeszcze inni piszą że nadaję się na reporterkę. Gazety proszą się o wywiad. Za niedługo moją historię przeczytają tysiące Polaków. ( 4 gazety ). Niektóre osoby bardzo przejęły sie moim porodem i mój list będzie wykorzystany w pracach magisterskich na temat godnego rodzenia. (pytano o moją zgodę) . Inne osoby piszą , (mając tytuł licencjata ) że po przeczytaniu mojego listu doszły do wniosku iż chciałyby pisać pracę magisterską o zespole stanu pourazowego po porodzie ( PTSD).
Jedna z Koleżanek napisała :
"Przypadkowo byłam na forum, bo nie mam zwyczaju się udzielac.szukałam czegoś innego...Coś mnie tknęło i przeczytałam Twój temat. I jest on potwierdzeniem,że bardzo istotnym czynnikiem traumatyzującym może byc postępowanie personelu medycznego.Jak częstym i jak silnym?To właśnie mam nadzieję zbdac - na przykładzie pacjentek poradni K"
Dziękuje za słowa otuchy - bo tylko to mogę przez neta uczynić.
Pozdrawiam
stu234 - Joanna
******
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćdzięki za linka zaraz z chęcią przeczytam artykuł, podoba mi się twoje zavhowanie, cieszę się, że postanowiłaś walczyć z bezprawiem jakie u nas panuje i ludzką znieczulicą, każdy artykuł to Twój podwójny sukces :) nie dość, że ujawniasz prawdę na łamach prasy, to być może zmoblilizujesz inne kobiety, które przeszly podobną traumę do przeciwwstawoenia się temu, nie można pozowolić, aby takie sprawy wygasły i posżly w zapomnienie
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćPrzede wszystkim dziękuję za pomoc Pani Karwowskiej. . Jest Pani profesjonalna w tym co robi. Dodatkowo miło ustosunkowana i komunikatywna a to najważniejsze. Tekst bardzo podoba mi się, choć myślałam że będzie tego więcej, ale rozumie że nie było miejsca. Jeszcze raz dziękuję za pomoc w nagłośnieniu mojej sprawy. Być może za jakiś czas albo pare lat znów napiszę do Pani. Kto wie, może zdecyduje się na następne dziecko ale wtedy będziemy pisać o przyjemnym dla mnie i mojego dziecka porodzie
:)
Życzę dużo zdrowia, sukcesów w pracy jak i w życiu prywatnym.
Serdecznie Panią pozdrawiam i nigdy o Pani nie zapomnę....
studentka234
***
Propagujemy kampanię "nie daj się NACIĄĆ"
http://www.rodzicpoludzku.pl/akcja/index.php
pozdrawiam
studentka234@vp.pl
___
Last edited by studentka234
*
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćDzień dobry Panie!
Portal Miasta Bielsko poświęcił dla mnie artykuł
http://bielsko.biala.pl/1441,artykuly
pozdrawiam
:*
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćmuszę Ci pogratulować - osiągnęłaś to co chcialaś :) sprawa zostały nagłośniona, a Ci, ktorzy muszą zapłacą za swoje karygodne zachowanie :) szkoda, że większości kobiet prakuje takiego zaparacia w celu zadośćuczynienia : )
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadaćDzień dobry !
ktoś usunął linka więc kopiuję tekst z gazety Metro
Złośliwości, przykre komentarze i brak reakcji na prośby o pomoc. Kobieta, która urodziła dziecko pół roku temu, do dziś nie może zapomnieć, jak została potraktowana w publicznym szpitalu
Joanna (imię zmienione) jest studentką IV roku medycyny. Ma 27 lat, w listopadzie ub.r. w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej urodziła synka. Swój poród do dzisiaj wspomina jak koszmar. Opisała go w liście, jaki przysłała do naszej redakcji.
"Mój poród był bardzo ciężki. Nie z powodu bólu, ale dlatego, że podczas pobytu w szpitalu złamano moje prawa. W sali było obecnych wiele osób (m.in. dwie położne, starsza i młodsza, lekarz i jeszcze jednak kobieta). Nie wiedziałam, kto z personelu jest za mnie odpowiedzialny, czułam się zdezorientowana i zawstydzona. Nie informowano mnie o przebiegu porodu. Młodsza położna śmiała się i patrzyła, jak jęczę z bólu... A pani doktor miała pretensję, że nie odpowiadam szybko na jej pytania, tylko krzyczę. Zlekceważono moją prośbę o poród w wannie. Błagałam, żeby pozwolono mi rodzić w kucki. Wiedziałam, że mam takie prawo, a ból będzie w tej pozycji łatwiejszy do zniesienia. - W takich pozycjach to tylko kobiety w buszu rodzą - usłyszałam od lekarza.
Zostałyśmy wychowane na opowieściach o tym, że rodząca musi znieść wiele przykrości i bólu, że to personel decyduje o tym, jak poród powinien przebiegać. Ale tak nie powinno być. Wszystko w Waszych rękach, przyszłe Mamy. Jeżeli to Wy nie będziecie się domagać swoich praw, to polska porodówka nigdy się nie zmieni!".
Joanna o swoich przejściach napisała także do Biura Praw Pacjenta przy Ministerstwie Zdrowia. Po jego interwencji dyrekcja szpitala w Bielsku-Białej wyjaśniła, że decyzje lekarzy podejmowane podczas porodu podyktowane były jego szybkim przebiegiem (poród trwał zaledwie godzinę) i bezpieczeństwem dziecka (urodziło się pięć tygodni przez terminem). Ale przyznała jednak, że uwagi kierowane wobec Joanny były niewłaściwe. - Dyrektor szpitala wyciągnie konsekwencje wobec lekarza, który dopuścił się tych nieetycznych stwierdzeń - mówi Krystyna Kozłowska, dyrektor Biura Praw Pacjenta. Podkreśla, że każdej pacjentce przysługuje prawo do intymności, do informacji, świadomej zgody na interwencję medyczną i do kontaktu z osobami bliskimi. Ale okazuje się, że łamanie tych praw jest w polskich szpitalach niechlubną normą. Jak wynika z informacji fundacji Rodzić po Ludzku, co piąta kobieta trafiająca na porodówkę spotyka się z nieżyczliwym i aroganckim zachowaniem personelu, a niemal co czwarta nie jest informowana o przebiegu porodu.
Z Urszulą Kubicką-Kraszyńską z fundacji Rodzić po Ludzku rozmawia Anita Karwowska
Jaka była pani pierwsza myśl po przeczytaniu tego listu?
- Przede wszystkim - że to nie jest historia jednostkowa. List Joanny ilustruje podstawowy problem polskich porodówek - brak indywidualnego podejścia do pacjentki. Kobieta wchodzi do szpitala i zaczyna być traktowana jak jego własność. Jej emocje, potrzeby i oczekiwania przestają być ważne.
Czy rzeczywiście złamano prawa Joanny?
- Oczywiście. Pacjentka ma prawo otrzymywać na bieżąco pełną informację o przebiegu porodu i procedurach, którym jest poddawana. A lekarz powinien uwzględniać jej potrzeby, np. to, w jakiej pozycji chce rodzić. Badania naukowe udowodniły przecież, że pozycja kuczna jest dla dziecka bardziej korzystna niż leżąca. To wszystko wskazuje na brak profesjonalizmu.
Czym tłumaczyć taką postawę personelu?
- Wciąż zbyt często zwycięża po prostu rutyna. W wielu placówkach personel trzyma się starych procedur, bo tak jest po prostu wygodniej.
Źródło: Metro
Moim marzeniem jest uchronić inne kobiety przed takim traumatycznym przeżyciem. Kobietę rodzącą powinno sie traktować indywidualnie, a nie jak przedmiot w jakiejś fabryce,który jedzie na taśmociągu. Bardzo mi zależy, chciałabym aby Każda Kobieta rodziła po Ludzku, aby w końcu Kobiety dowiedziały się jakie prawa Im przysługuja na sali porodowej
Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać